środa, 7 września 2016 0 skomentowało

Teaser nr 2...

... czyli nie mialam czasu zrobic aktualnych zdjec (czytaj: mam burdel w kuchni i nie mialam czasu posprzatac ;) )
Munchkin od przyszlego wtorku zaczyna Foundation, czyli oddzial przedszkolny w szkole katolickiej. Jak z rozpoczeciem jej kariery przedszkolnej w listopadzie 2015 nie mialam problemow najmniejszych (Emilka zreszta rowniez nie), tak teraz jestem klebkiem nerwow. Miedzy innymi z powodu zakupu mundurka.
Ach, mundurek...
Co za uproszczenie i wspaniale ulatwienie zycia rodzicowi, nieprawdaz? Otoz wlasnie nie jest to prawda. Bo troche trudno znalezc cos na Szkieletora pasujacego. Nawet w wielce wyrafinowanych spodniach z Marksa&Sparksa, tych niby dopasowanych i z regulacja w pasie, moje dziecko nadal wyglada jak McHammer (Piec ciastek!!). Poza tym kupno skarpetek oraz rajtek w normalnym sklepie z ubraniami szkolnym jest niemozliwe. Skarpetki zaczynaja sie od rozmiaru 6-8 (Emi ma stope w rozmiarze 5), a rajtki w rozmiarze 3-4 lat spokojnie naciagnelaby sobie na sama glowe.
Jak na razie udalo mi sie zakupic Teskowe podkolanowki w rozmiarze 18-24 miesiecy (!!!!), jutro natomiast jedziemy do Primarka w celu nabycia rajtuz. Niemowlecych zapewne *rolleyes*
Takze no, lekko nie ma.
Ale damy rade. Jak tylko wymysle sposob na przekonanie Munchkina do zalozenia calego mundurka na siebie, Bo chwilowo napotykam opor i po trzech minutach panna chce sie rozbierac.
Oraz mam szczera nadzieje, ze w przyszlym roku szkolnym Emi zostanie przyjeta do wspomnianej szkoly katolickiej na pelen etat. Bo kompletowanie kolejnego mundurka powaznie nadszarpnie i moje nerwy, i moj budzet.

Anyway, kuchenny teaser prosz:


Pomalowane, nowe szafki prawie zainstalowane. kuchenka (ktora wtedy uwielbialam, a teraz mam jej serdecznie dosc ;) ) na swoim miejscu, brakuje jeszcze "paru duperelek".
No to zdjecie z duperelkami nastepnom razom ;)

 (Prosze nie regulowac odbiornikow, to autentyczna temperatura na zewnatrz w tym momencie. Tak, nadal jestem w UK :) )


wtorek, 6 września 2016 0 skomentowało

Cos mi sie wydaje, ...

... ze czasy mojego blogowania minely bezpowrotnie.
Troche szkoda. Troche jednak cieszy fakt, zem zbyt zajeta w zyciu realnym, aby w wirtualnym swiecie przesiadywac. Bo nazwa bloga spokojnie moglaby teraz brzmiec: "Munchkin, boyfriend and me". Hihihihi ;)
Anyway, miala byc kochnia. Bedzie kuchnia. Ale nie dzisiaj...
Dzisiaj sneakpeak prawie ukonczonego niedawno pokoju Munchkina:

 Nic to, ze remont i dekorowanie wlasciwe zajely miesiac, skoro na nowy tynk na scianach czekalysmy miesiecy SIEDEM.
Bo wreszcie jest. Prawie gotowy, brakuje mu jeno jeszcze dwoch polek. Ale panna juz w nim sypia i sie bawi. I cieszy mnie to przeogromnie, ze jej sie podoba :)

Ze co prosze? Ze byla obiecana kuchnia, a nie sypialnia, i ze co ja sobie w ogole wyobrazam?? Hmm, ok, skoro obiecalam. Teaser kuchni z czasu malowania :D


piątek, 15 stycznia 2016 1 skomentowało

Skoro powiedzialo sie "hop!"...

... to trzeba takze powiedziec "siup!".

Na poczatek pare zdjatek, zebyscie mieli pojecie jak dokladnie wygladalo slonce, na ktore sie tak ochoczo z moja motyka rzucilam.

Pokoj dzienny (patrzac od prawej do lewej):


 

 Kuchnia:


Lazienka:


Sypialnia moja:


Sypialnia Munchkina:


Pokoj goscinny:






Nom.
To tak bylo we wrzesniu 2015.
Chcialabym powiedziec, ze teraz jest calkiem inaczej, ale nie do konca bedzie to prawda ;)

Na pierwszy rzut poszla kuchnia, jako pomieszczenie ogolnie do zycia najbardziej potrzebne (tak, wiem, lazienka tez potrzebna, ale w sumie mialam w niej juz 'sprzety' niezbedne, a mila dla oka atmosfera przy robieniu siku byla mi na poczatku dosc zbedna ;) )

Kuchnia wiec.
Pochwale sie w nastepnej notce :)

Ach no i oczywiscie, niewyrazny szkrab na powyzszych zdjeciach to panna Munchkin. W biegu. Trudno ja uchwycic w pozycji stacjonarnej obecnymi czasy.
Ok, skoro sie juz chwale wszystkim co mam... ;)



0 skomentowało

Mialam isc spac...

... ale oczywiscie musialam sie szablonem pobawic.
Dodalam miedzy innymi opcje Google Translate. I wlasnie chyba obudzilam sasiadow rechotem, bo oto co pan Google wypocil:






Coz pozostaje mi dodac?
I invite you in our humble indeed :D
0 skomentowało

Pewne rzeczy...

... nie zmienia sie zapewne nigdy, co widac na zalaczonym tekscie. Mianowicie jest po pierwszej w nocy, a ja siadam do notki. Hue, hue, hue.

No to tak w telegraficznym skrocie (na modle "Rzucili na sklep gumiaki , jeee!, ale tylko lewe, buuu!"):
  • nie mieszkam juz na barce (jeeee!)
  • nie jestem juz z Chopem (buuuu!) ... (jeeee?? ;) )
  • mam na stanie dwuletniego Munchkina plci zenskiej (jeeeeee!!!!)
  • single parenting czasami sucks (buuuu!)
  • ciagle mieszkamy w UK (jeeee!)
  • polska jezyk to czasami trudna jezyk (buuuu!)
  • mamy wreszcie nasz wspolny DOM (jeeee!)
  • gdy dostalysmy klucze we wrzesniu ubieglego roku, dom byl niemalze w stanie surowym (buuuu!)
  • conieco udalo mi sie juz wyremontowac (jeeee!)
  • konca NIE widac (bu!)
 I nie, nie bedzie to blog wnetrzarski. Bo male mam o tym pojecie. Ale beda wnetrza. Mniej lub bardziej zagospodarowane. Mniejszym lub wiekszym kosztem (nie ukrywam, ze obecnie moim ulubionym zajeciem jest wertowanie ebay'a, Gumtree i Freegle w poszukiwaniu okazji)
Uwielbiam Ikee, nie pociaga mnie jednak scandi. Kolory musza byc. Duuuzo kolorow.

Z drugiej strony, nie bedzie to tez blog typowo rodzicielski. (Jezeli juz, to w stylu Unmumsy Mum ;) ) W nagrode za niesprecyzowane zaslugi dla ludzkosci, zostalam obdarzona Najlatwiejszym Dzieckiem Swiata. Serio. Nie wiem, czym sobie zasluzylam, ale podoba mi sie to ogromnie. Bo szczerze mowiac, po ponad dwoch latach, I'm still flying by the seat of my pants, jak to uroczo okreslaja Tutejsi (Angole).

Tyle tytulem wstepu, zapraszam w nasze skromne progi ;)

piątek, 8 stycznia 2016 0 skomentowało

Zadziwiajace, ile moze sie...

... wydarzyc przez ponad 3 lata.
To taki teaser ;)
Miala byc notka wlasciwa, ale spedzilam wlasnie godzine na czytaniu archiwum (heh) i kolejne 20 minut na probie zmiany nazwy bloga (heh 2, chyba mam zbyt mala wyobraznie, bo wszystko co mi do glowy przyszlo bylo juz zajete...).
Takze ten, zmykam robic porzadek w kuchni, bo jutro z ranca czeka mnie tam kontynuacja remontu.

Ktos w ogole jeszcze w dzisiejszych czasach czyta blogi?? ;)
poniedziałek, 27 sierpnia 2012 2 skomentowało

Jeszcze dwa dni,...

... a potem cale DWA dni wolnego. Powtarzam to jak mantre dzisiaj. Bo o ile zwykle uwielbiam pracowac na wieczorowo, to tym razem juz mam dosyc.
Wpadlam znowu w pulapke siedzenia do pozna w nocy i wstawania kole poludnia (po prostu nie umiem wrocic z roboty i od razu polozyc sie spac, nie da sie), skutkiem czego jedyna rzecz, jaka udalo mi sie osiagnac od soboty jest przejscie czterech poziomow w Luxorze :D.
Dzieki temu moje dwa dni wolne poswiecone beda na nadrabianiu zaleglosci w sprzataniu zapewne *rolleyes*
A juz taka dumna z siebie bylam: wstawalam raniutko, prace konczylam wczesniej, kolacje sie robilo, barka ogarnieta byla i czysta, a ja i Chop czas mielismy na filmu ogladanie czy ksiazki czytanie czy tam przyjmowanie gosci.
Teraz, ze ja nie robie nic, bo rano spie a w nocy cioram w Luxor, to Chop tez w ramach buntu nie robi nic i zaczynamy zarastac brudem i garami.
Tak wiec nie moge sie doczekac na wolne i na powrot do normalnosci. I na jutrzejsza wyplate ;)

sobota, 25 sierpnia 2012 0 skomentowało

Dlugi weekend...

... a ja jak zwykle w robocie. Pfff.
Ale trzeba korzystac, poki mozna, bo postanowiono nam zmienic szychty, albowiem poranni zapierdzielaja, a wieczorni siedza i sie opierdzielaja. Ja jestem do poniedzialku wieczorna :D

Zreszta w sumie wole juz w pracy siedziec, niz sie w domu moczyc; bo Bank Holiday niby, a pogoda jak w listopadzie. No, moze troszke cieplej.
W chwili obecnej nad Sheffield oberwanie chmury wraz z blyskawicami i grzmotami. Dawno takiej burzy w UK nie widzialam.
I ciesze sie przeogromnie, ze postanowilam najpierw zjesc przed kompem, a potem zapalic, bo lunelo dokladnie w momencie jak komputer wlaczylam.
Hmm, a dopiero co zdjecia i filmiki z powodzi sprzed 6ciu lat ogladalismy... Mam nadzieje, ze sie nie powtorzy.

Na koniec chcialam sie podzielic gra, ktora udalo mi sie skutecznie Chopa zarazic. Odgrzebany z przeszlosci, zainstalowany na nowym lapku, wielce uzalezniajacy: Luxor.



Az wstyd, nie? ;) :D
wtorek, 21 sierpnia 2012 0 skomentowało

Opadla mi wczoraj...

... szczeka. Nie ze pies szczeka, wiecie. Szczeka. Mi opadla. *Fakbrakujemipolskichfontow!!*
Anyway.
Opadla mi podwojnie.
Najpierw wybralam sie z wizyta do 'europejskiego sklepu', kolo ktorego do tej pory ino przejezdzalam bez zatrzymywania sie. Bo nie ma gdzie kolo skurczybykow zaparkowac niestety. Wczoraj wiec wykonalam myk w postaci zostawienia auta na parkingu supermarketu i dralowania do wspomnianego sklepu na piechote.
Oplacalo sie!
Normalnie oczoplasu dostalam, jak te wszystkie kielbasy, szynki, parowki, sery zolte, homogenizowane i topione, rybki wedzone i koreczkowane, ogoreczki kiszone i te wszystkie inne rzeczy, ktore w PL sa na tapecie dziennej, zobaczylam. Halleluyah!!
Nie musze wiec chyba dodawac, ze bede do sklepu owego dralowac stanowczo czesciej :)

Drugi raz szczeka opadla mi, gdy zostalam pochwalona i przez Chopa, i przez Kuzyna jego, za super kolacje, a potem Chop stwierdzil, ze on sie codziennie nie moze doczekac mojego gotowania, bo tak dobrze to robie.
Ekhem, ja???
Dumna posiadaczka koszulki z napisem 'I don't iron, I can't cook'??? (dalej nie prasuje ofkors, chyba ze biala koszule Chopu na pogrzeb - bardzo rzadko ostatnio na szczescie)
No wiec ten. Sie zdziwilam. Bo do tej pory to ON zawsze gotowal, a ja naczynia zmywalam (relaksuje mnie Garow mycie, nie smiac sie :P ).
Nie wiem, moze wreszcie dorastac zaczynam??? :D

piątek, 17 sierpnia 2012 0 skomentowało

Oj tam, oj tam...

... jakbym jeszcze chwilke poczekala, to blog by sie sam zaktualizowal. W grudniu. I 'Wesolych Swiat' by bylo calkiem na miejscu :D

Nie wiem, idea blogowania jest super, ale rzeczywistosc mnie wiele razy przerosla. Ktos gdzies powiedzial, ze nie ma czasu pisac bloga, bo za duzo sie w jego zyciu dzieje. No ale co wtedy na to ma powiedziec taka zimno i taka barbarella na przyklad? Bo z tego co widze, dosc zajete babki obie, a czas znajduja.
Wiec ten, zobaczymy. Sprobuje sie postarac znalezc takoz.
Jak tylko zaplace moj ogromniasty rachunek za telefon natrzaskany przez Mloda (4750 smsow w jednym miesiacu) i mi przywroca service :D
Na razie zostaje internet na Zakladzie I guess.
Cmok.
niedziela, 25 grudnia 2011 0 skomentowało

Śmy dojechali...

... odespali, nagotowali, nażarli się, znowu nagotowali oraz nażarli się znowu.
Młoda okupuje kompa, postaram się dorwac później ;)

Wesołych Świąt!!!!
wtorek, 20 grudnia 2011 2 skomentowało

Zamiast przygotowan,...

... urzadzilismy sobie maraton filmow z Jason Stathamem.
Czyli Wieczor Kichy :D
Stwierdzilam takoz, ze blogspot pelen jest blogow o amerykanskich rodzinach wielodzietnych oraz o Bogu. Hmmm.
Probowalam znalezc cos nowego, ciekawego do czytania. Bezskutecznie.
Z drugiej strony to w sumie moja wina, ze nie naleze do grona bloggerskich mam, opisujacych poczynania swoich pociech. I smuci mnie to trochu, nie bede ukrywac, bo latka jednak leca.
(Przyznac jednak musze, ze leca mi wolniej niz coponiektorym innym - w piatek mnie pani o dowod poprosila, gdy fajki kupowalam. Mloda wyjakala z oburzeniem 'But it's my... my... my mom!!!', na co pani swierdzila 'Oh? I thought u were mates' Ehehehe, ma sie ten wyglad pietnastolatki :D )
poniedziałek, 19 grudnia 2011 0 skomentowało

Niebywale,

... jak mozna sie sciorac, wypijajac pol butelki Lambrini :D

Aanyway.

Weekend dosc napiety byl faktycznie, ale stanowczo udany. Rezultatem wiru porzadkow jest jednak nawrot bolu plecow. Na szczescie na pomoc przyszla szwagierka i, pare tramadolow pozniej, bol zniknal. Zaluje takze, ze w ramach 'wisienki na czubku tortu' nie moge ubrac choinki - bo choinki w tym roku nie mamy. Nadrabiaja za to jak zwykle za nas tesciowie - w tym roku maja znowu trzy :)


Sprawy podrozy zapiete na przedostatni guzik. Nie moge sie juz srody doczekac. Troche nadal mnie martwi, jaka bedzie pogodowo sytuacja na drogach, w koncu opon zimowych nie posiadamy. 
Zostalo mi tez nagranie swiatecznej CD do auta, z pozycja numer jeden: Chris Rea 'Driving Home for Christmas' :D

sobota, 17 grudnia 2011 0 skomentowało

Well the weather outside if frightful...

... and the fire is so delightful,
since we got no place to go
let it snow, let it snow, let it snow.

Let it, czemu nie? :)
Wczoraj na Zakladzie mielismy swiateczny obiad. Stolowka slicznie przyozdobiona, swiateczna muzyka w tle, papierowe korony na glowach. Stanowczo swiatecznie.
Jesli ktos sie zastanawia, o co z papierowymi koronami chodzi, to nie mam pojecia. I moi znajomi Anglicy tez nie maja. Korony wyciaga sie z papierowych krakersow, razem z kawalem oraz upominkiem. Oczywiscie zaraz po tym, jak krakersem sie 'strzela' (Ty trzymasz jeden koniec, wspolbiesiadnik drugi i ciagniecie. 'Wygrywa' ten, komu wiecej w rece zostanie). Hmmm. My sie lamiemy oplatkiem, oni krakersami.
Smiali sie ze mnie znajomi do rozpuku, po tym jak im opowiedzialam, ze w moje pierwsze swieta w UK ja takiego krakersa ostroznie rozpakowalam, bo nie mialam pojecia 'czym sie to je'. Teraz juz wiem, nawet mam opanowana technike trzymania mojego konca w taki sposob, zeby 'wieksza polowa' mi w rece zostala :)


Chwilamoment, przenosze sie do sypialni, bo tu mi w piecu zgaslo (so much for delightful ;))...
Piec w sypialni dziala na wegiel, ktorego mamy o wiele wiecej niz drewna - oszczedzam sie znaczy.

Bo generalnie to mam barke dla samej siebie w ten weekend. Chop we Francji na slubie brata (nie to, ze nie zaproszonam, mala ceremonijka to tylko, wesele sensu stricte bedzie w UK w przyszlym roku); Mloda wyekspediowalam do matki; tylko ja, psy i butelka Lambrini (dla mnie, nie dla psow). Czyli cisza i spokoj. Zen.
Jutro bedzie zen troche mniejszy, bo plan dnia dosc napiety. Na liscie mam napelnienie zbiornikow na wode czysta (szlauch zapobiegawczo przywloklam do pokoju, coby mi nie zamarzl - czlowiek uczy sie na bledach ;)), oproznienie kibelka i wywoz smieci, pranie, porzadki generalne oraz wstepna selekcje rzeczy, ktore ze soba zabieramy (rzeczy typu przescieradlo dla rodzicow, ktorego juz trzy razy zapomnialam ze soba do Polski zabrac). Mam nadzieje, ze wszystko sie do auta uda zapakowac :)
I ja wiem, ze nie powinnam narzekac na pogode, bo w PeeLu zapewne zimniej - ale pizdziawica piorunska tu ostatnimi czasy. Oraz snieg sie wczoraj pojawil, taki niesmialy na razie, ale wszyscy w sumie maja nadzieje, ze popada mocniej niedlugo.
Nadzieja ta z roznych pobudek w sumie, ale przewaza opinia: 'Jak nas zasypie, to nie bedziemy musieli ro pracy isc.' W sumie czemu nie? :)

Tym optymistycznym akcentem...


czwartek, 15 grudnia 2011 0 skomentowało

Za tydzien...

... o tej porze bedziemy na promie. Albo w okolicach Dover w kazdym razie. Nie moge sie juz doczekac!!! :)
W drodze powrotnej zalatwilam nam z Mloda nocleg u mojej ciotki w Duisburgu. Mam nadzieje, ze nie bedzie niezrecznie, bo to ciotka 'przyszywana' w sumie, ktorej nie widzialam od lat jakichs 17stu. Za kazdym razem jednak jak jej Muska opowiadala, ze do Polski sie wybierajac przez Duisburg przejezdzamy, ciocia zapraszala nas w gosci. W tym roku postanowilam o zaproszeniu przypomniec :) No i oplacilo sie, pokoj goscinny na nas czeka. Ulga to dla mnie ogromna.
Zastanawiam sie tylko jak wczesnie bedziemy musialy wstac, zeby na prom w Dunkierce zdazyc, zahaczajac jeszcze po drodze o ulubione 'miasteczko tytoniowe' w Belgii :) Damy rade.

Tak z innej beczki: 'tescie' zachecaja mnie dosc nachalnie, zebym o prace tlumacza sie starala w styczniu. Jednej takiej sie udalo, a podobno jej angielski gorszy od mojego.
Jedynym problemem jest fakt, ze na chwile obecna moj angielski jest lepszy od polskiego. I wkurza mnie to niesamowicie.
Bylam dzis z wizyta u znajomych w Sheffield i sama zlapalam sie na tym, jak czesto zastepuje polskie slowa angielskimi. A tego tlumacz raczej robic nie powinien, sie mnie tak wydaje...
Nic to, namiary maja mi podac, z checia sie przymierze. Na Zakladzie ostatnio troche nudnawo, a nie moge przeciez w nieskonczonosc uzasadniac obecnego miajsca pracy znizka na ciuchy. Juz nie mam gdzie tych ciuchow trzymac... ;) (z drugiej strony, tlumacz za godzine dostaje £15, wiec w sumie bedzie mnie stac na zakupy bez znizek ;))

środa, 14 grudnia 2011 0 skomentowało

You live on a boat???

Wow! It's soooo cool!
Hmm.
No tak, w tej chwili jest super cool, bo sobie nie rozpalilam w piecu rano i lekkie dreszcze z zimna juz mam. Ale to nic. Nikt jeszcze z zimna nie umarl... (ze sie myle? hmmm... ;))
Rozgrzewa mnie mysl o powitalnej kapieli w wannie Rodzicow, ehehe ;)
Anyway.
Jedziemy za tydzien, a pieprzona heat shield sie znowu w aucie obluzowala. Nic to, jak pojade Chopa odebrac z pracy to wstapie na rampe. Juz sie z panem w okolicznym warsztacie umowilam.
To sie lepiej zbierac moze juz zaczne, bo wlasnie zauwazylam, ze przebimbalam w jakis sposob ostatnie dwie godziny. Wydawalo mi sie, ze dopiero poludnie minelo...
Ja nie wiem jak ludziom udaje sie w domu cokolwiek zrobic jak telewizory maja. Ja tylko laptopa z internetem posiadam i czas jakos przez palce szybciutko przelatuje. Kliknie czlowiek tu, zainteresuje sie tym, przekieruje go na tamto, przeczyta jeszcze to i nagle pol dnia szlag trafil. Nie wiem teraz czy sie cieszyc z faktu, ze bateria mi 6 godzin trzyma ;)
Z rzeskim pozdrowieniem! (zaraz na serio zaczne nogami przytupywac bo czuje jak mi paluszki zamarzaja - na szczescie ogrzewanie w aucie dziala :))
poniedziałek, 12 grudnia 2011 0 skomentowało

Czlowiek (czyli ja) probuje...

... a tu wiatr w oczy tylko. 
Wrocilam z roboty po 22:00, majac niesmiala nadzieje na spokojny wieczor, towarzystwo byli w polowie ogladania nowozakupionego 'Percy Jackson and the Lightning Thief', czy jakmutam. Wkurw minimalny, bo oczywiscie nie mogli se filmu wczesniej zapuscic, zeby przed moim powrotem skonczyc, nie? A poniewaz ja filmu jeszcze nie widzialam, to nie usmiechalo mi sie ogladanie od polowy. Takze odpalilam laptopa i nabyty pare dni temu 'Holiday', z Diaz i Winslet. Po prawie godzinie okazalo sie, ze Percy sie skonczyl i teraz to ja jestem niekulturalna, bo siedze i ogladam, a oni juz nie. Pffff. 
Laptopa odpalilam ponownie, gdy towarzystwo juz poszli spac. Surfuje po necie, spokojem ogolnym, zakloconym tylko przez psow chrapanie sie rozkoszuje, a tu nagle po pol godzinie Chop mi z powrotem do pokoju wkracza i spokoj burzy. Bo odczul nagla potrzebe spisania fragmentow mowy, ktora ma na slubie swojego brata za tydzien wyglosic. I nie mialabym nic naprzeciwko, ale ze on przy stole siedzi, to psy kolo nas teraz lataja i ogonami przeciag robia, papierosa pali i co chwile prawie mi swieczke zdmuchuje, dym wydychajac (tak, romantyczne swieczki chwilowo rulez, bo nam akmulator sie znowu wyczerpal), mruczy do siebie pod nosem. Noszsz...
Przyznam, ze brakuje mi chwilowo ogromnie wieczornych zmian na Zakladzie w trakcie tygodnia. Brakuje mi moich porankow sam-na-sam. A tu do samych Swiat na rano tylko. Pierwsze 'lates' w styczniu dopiero. Ach jo.

Anyway, przeanalizowalismy kwestie wyjazdu wreszcie (nie to, ze Wigilia zaledwie za 13 dni *roll eyes*). Dog sitters w wiekszosci zalatwieni, Chop wraca wczesniej samolotem, ja wracam z Mloda autem po Nowym Roku. 
Stanowcze jeeee! w kwestii dluzszego pobytu w PL, troche boje sie jazdy powrotnej, bo bedziemy sie musialy kajs zatrzymac, zebym sie zdrzemnac mogla. Zdziwilo i mnie, i Chopa, jak ochoczo Mloda przystala na pozostanie ze mna. Mam nadzieje, ze liczy na spedzenie troche qulity time oraz ze Rodzice moi zawalu nie dostana jak sie dowiedza :)
Tak wiec ten, plany jakies na Sylwestra? Tylko prosze pod uwage brac, ze mam jednostke maloletnia (wyzsza ode mnie) pod opieka ;)
niedziela, 11 grudnia 2011 0 skomentowało

No to moge zapomniec...

... o szczuplym wygladzie tego wieczoru. Wlasnie wpierdzielilam Subwaya, foot long, Spicy Italian.
Czuje nadchodzacy powrot uzaleznienia...
I czy wystarczajaca wymowka jest, ze nie jadlam nic od wczorajszej Zakladowej Christmas Dinner, a rano bylam zbyt skacowana, zeby kanapki do roboty zrobic?? Chyba nie :)
Oj tam :P
Back to work.
czwartek, 8 grudnia 2011 1 skomentowało

Hjuston, mamy problem.

Sie okazuje, ze tescie sie psiakami nie zaopiekuja na czas naszego wyjazdu do PL. Hmmm.
Chwilowo jest burza mozgow, bo usilujemy rozwiazanie znalezc.
Mam nadzieje, ze sie nam uda.

I czemu bilety na prom takie drogie nagle???

Z newsow morotyzacyjnych, ten, moToRyzacyjnych, odpadla mi wczoraj heat shield spod Fokusa Pokusa. Tzn nie calkowicie, polowicznie jeno. Ale sie posralam ze strachu do pracy jadac, bo czulam i slyszalam, ze cos za soba ciagne. Z faktu, ze pozostali kierowcy na drodze mnie palcami nie wytykali, wywnioskowalam ze to nie zderzak (tak, urwalam kiedys zderzak w jednym z poprzednich aut), a po odglosach silnika stwierdzilam, ze to nie rura wydechowa. Na Zakladowym parkingu z ulga potwierdzilam wizualnie, ze i zderzak i rura na miejscu, ale pod autem jakas srebrna plachetka wisi.
Po pracy zadzwonilam po AA i przyjechal Bardzo Mily pan Rob. Baardzo mily. Bezszczebelnie obserwowalam jak mu kurteczka podjezdzala a spodnie sie zsuwaly w trakcie jak sie pod auto wczolgiwal. Buhahaha :D Potem zaprosil mnie do swojej furgonetki, 'zeby od zimna i wiatru uciec' w trakcie papierow wypelniania.
Nie no, tak serio mowiac to chyba pedofilia by to lekka z mojej strony byla, bo tak na oko mlodziutki pan Rob byl. Ale z drugiej strony ja chwilowo w mojej kurteczce tak na 16 lat wygladam. Zwlaszcza jak kaptur naloze. Wiec ten, wizytowke, co to ja dostalam, warto zachowac ;)

Ok, wracam do burzy mozgow.
COS trzeba wymyslic.
poniedziałek, 5 grudnia 2011 2 skomentowało

Czczczczejndżes...

... bo doszlam wreszcie do tego, dlaczego sie ten upierdliwy obrazek z Photobucketa wyswietlal. Autorka poprzedniego szablonu zwinela interes. No to ja szablon tez zwijam.
Tera bedzie to.
No.

Nie wiem jak u Was, ale u mnie snieg wczoraj sie pojawil. Dzisiaj rano przywitala mnie w drodze do auta urocza burza gradowa. Hmmm.
Zobaczymy co bedzie jutro. Dalej mam nadzieje, na powtorke z zeszlego roku, czyli totalne zasypanie, paraliz calego miasta (bo przeciez oni tu nigdy nie przygotowani) oraz zwolnienie z pracy, bo 'Closed due to snow' :)
Prosze trymac kciuki :D
 
;